- Dlaczego ty nie jesteś w szkole? - zapytała moja mama, zdenerwowana.
-Skąd się tu wzięłaś?
-Hmm...może dlatego że wracałam z pracy?
-Ach, no tak.
-Zresztą to nie ważne. Odpowiedz mi na pytanie.
- Bo mam dosyć tej chorej szkoły! Nienawidzę jej! - wykrzyknęłam.
-Wiem, że jest ci ciężko, ale to nie powód żeby uciekać. Został miesiąc. Zawiozę cie teraz do szkoły. I masz nie uciekać.
-No proszę. Chce zrobić sobie dzisiaj wolne.
-Wsiadaj do samochodu i nie dyskutuj.
-Okej, okej.
Nie powiedziałam jej o wydarzeniu w szkole. I tak się dowie. Pan G do niej zadzwoni. Znowu dostanę szlaban.
Kiedy mama odwiozła mnie do szkoły, trafiłam akurat na moją ulubioną lekcję, czyli WF. On jest świetny, nie ma czytania, pisania, nauczycielka jest w porządku, a raz w miesiącu chodzimy na basen. Kocham pływać. Umiem to robić...właściwie nie pamiętam od kiedy. Pewnie mama zabierała mnie na basen jako niemowlę, bo nie potrafię przypomnieć sobie, jak uczyłam się pływania. Zresztą nie ważne.
Przebrałam się w biała koszulkę i czarne legginsy, mój strój na WF i udałam się do sali gimnastycznej. Wykonywaliśmy różne ćwiczenia i wtedy zobaczyłam dziwne stworzenie w rogu. Zaczęło biec w moja stronę. Przerażona zaczęłam krzyczeć a inni patrzyli na mnie jak na debilkę. Zachowywali się jakby go nie widzieli. Aż w końcu potwór zaczął niszczyć salę. Wszyscy uciekali w różne strony, ja wybiegłam z sali i bez zastanowienia wyszłam ze szkoły. Biegłam w stronę domu, na szczęście nie mieszkałam daleko. Miałam szczerą nadzieję, że potwór mnie zgubił. Szczęśliwa strona była taka, że nie biegał szybko, a zła to to że cały czas biegł kilka metrów za mną. Zanim się zorientowałam byłam przy drzwiach od mojego domu. Wbiegłam i wykrzyknęłam:
- Pomocy! Jakiś potwór mnie goni!
Tata rzucił gazetę, a mama zerwała się z kanapy:
- O bogowie! Wiedziałam, że to kiedyś nastąpi.
-Ale co nastąpi?
-Nie ma czasu na rozmowy. Wsiadajcie do samochodu, szybko!
W mgnieniu oka znaleźliśmy się w samochodzie i jechaliśmy, tyle że nie wiedziałam gdzie.
-Dokąd jedziemy?
-Musisz jechać na taki obóz. Nie mam czasu ci tłumaczyć, tam się wszystkiego dowiesz. Tam będziesz bezpieczna. - poinformowała mnie mama.
-I pamiętaj, że zawsze byłaś dla mnie moją córką. Kocham cie najbardziej na świecie. - dodał tata.
-Ale ja...nie rozumiem.
I wtedy usłyszałam trzaskanie. Spojrzałam się w tylną szybę. Za nami biegł potwór. Mama zaparkowała szybko i powiedziała:
-Biegnij cały czas przed siebie. Tam dojdziesz do obozu. Tylko szybko. My będziemy bezpieczni, nie martw się. Zobaczymy się po wakacjach. Kochamy cie. -powiedziała moja mama.
Wyskoczyłam z samochodu i zrobiłam jak mi kazała - biegłam przed siebie, a potwór niestety za mną. I wtedy zobaczyłam obóz. Poślizgnęłam się i przewróciłam. Na szczęście potwór nie dostał się do niego. Nie mógł przejść, jakby jakaś bariera go zatrzymała. Ale nie przejmowałam się tym. Byłam bezpieczna. Wokół mnie zebrała się grupa ludzi. Nie lubię być w centrum uwagi. Spojrzałam na chłopaka o czarnych włosach i oczach w kolorze morza-bardzo podobnych do moich. Zapytałam go:
-Gdzie ja jestem?
-W obozie herosów. Jestem Percy.
-Ja Lauren.
-Jak się tu dostałaś?
-Rodzice mnie przywieźli, bo gonił mnie jakiś potwór. Ale wy mi pewnie nie uwierzycie...
-Wiedz, że wierzymy ci w stu procentach.
-Wiesz kto jest twoim rodzicem? - Zapytała blond-włosa dziewczyna.
-Tak, oczywiście. Moja mama nazywa się Anne Collins, a tata Michael Collins... - powiedziałam
-Ona nie wie...
-Jak to nie? Ja chyba wiem najlepiej jak nazywają się moi rodzice!
-Otóż jedno z nich nim nie jest, nie wiem jak ci to powiedzieć, ale jesteś półbogiem. Jedno z twoich rodziców jest greckim bogiem. Tylko nie wiadomo kto. - poinformowała mnie blondynka, ale ja jej nie uwierzyłam.
-Już rozumiem! To jakiś głupi żart Davida, tak? Chce się ze mnie ponabijać, że pomyliłam jakiegoś tam Zeusa z Posejdonem. Ale przykro mi, nie dałam się nabrać! A teraz powiedzcie mi, jak wrócić do domu.
-Ale to prawda! Powiedz, czy działy się w twoim życiu jakieś dziwne rzeczy, oprócz tego potwora?
-No cóż, dzisiaj kiedy byłam zdenerwowana to rury w sali pękły, zalały wszystkich, ale woda mnie omijała. Ja...nie wiem jak to zrobiłam.
-Nie wierzę... - powiedział ktoś z tłumu.
I wtedy zdałam sobie sprawę, że dookoła mnie stoją nie tylko ludzie, ale facet, który od pasa w dół jest koniem i kilka ludzi-kozłów.
-Miło było, ale nie mam czasu, muszę wracać do domu -oznajmiłam im i zaczęłam kierować się do wyjścia z obozu, kiedy chłopak o imieniu Percy złapał mnie za ramie.
-Czekaj...
-NIE DOTYKAJ MNIE! NIE DAM SIĘ NABRAĆ NA TE WASZE ZABAWY! - krzyknęłam i wyciągnęłam rękę, jakbym pokazywała mu żeby nie szedł dalej. Ale wtedy do mojej ręki jakby 'przywędrował" sznur wody, który następnie oblał Percy'ego i wszystkich w okolicy.
-Um, przepraszam. Nie chciałam ja nad tym nie panuje.
I wtedy wszyscy spojrzeli nad coś, co było nad moją głową. A konkretnie to był widelec.
-Trójząb... - jęknął ktoś.
Dobra, a więc nie widelec, tylko trójząb.
-Ona jest...
-...córką Posejdona...
Ludzie dookoła mnie zaczęli szeptać i dziwnie na mnie patrzyć. Ale ja nie wiedziałam o co im chodzi.
-------------------------------------------------
Witajcie! Mam nadzieję, że drugi rozdział się wam spodobał. Jak obiecałam-jest ciut dłuższy. Liczę na komentarze i dodawanie się do obserwatorów. Dziękuję :)
Świetnyt rozdział ;) Czekam na nexta . . . :D
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba. :)
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej i obserwuję.
http://herosi-opowiadanie.blogspot.com/
Podoba mi się twój styl pisania. Czekam na więcej (:
OdpowiedzUsuńwww.heroska-w-legionie.blogspot.com
Genialny rozdział *.* Strasznie podoba mi się styl jakim piszesz.Zapraszam Cię na mojego bloga:) Na razie tylko prolog.
OdpowiedzUsuńhttp://camphalfblooddarkheart.blogspot.com/